Zbudować dom

O własnym domu lub mieszkaniu marzy każdy. Myślimy o kupnie, wynajmie albo budowie. Wszystko zależy od tego, jakimi środkami finansowymi dysponujemy i na czym tak naprawdę nam zależy.

Budowa własnego domu to nie tylko wielkie przedsięwzięcie pod kątem logistyczno – finansowo –technicznym, ale też rodzinnym i życiowym. Decyzja o budowie własnego lokum wiąże się z wieloma innymi czynnikami. Trzeba kupić działkę, zgłosić zamiar rozpoczęcia budowy w odpowiednich strukturach urzędowych, otrzymać plany, zaakceptować je lub dążyć do naniesienia poprawek, zatrudnić ekipę budowlaną, kupić materiały. Są to niewątpliwie spore nakłady finansowe, a także czasowe. Wielką satysfakcję jednak czujemy, gdy dopiero co powstałe fundamenty zamieniają się w dom z prawdziwego zdarzenia, a my możemy zająć się jego wykończaniem, i urządzaniem wnętrz.

Przy decyzji o kupnie domu na pewno mniej całej tej bieganiny, urzędowej „papierologii”, załatwiania, chodzenia, uzgadniania. Kontaktujemy się z deweloperem lub biurem pośrednictwa nieruchomości, podajemy, jaki dom nas interesuje, a później tylko pojawiamy się we wskazanych przez pośrednika miejscach, by konfrontować stan faktyczny z tym wymarzonym. Być może będzie jeszcze konieczny remont i odnowienie nowo nabytej „posiadłości”, ale to na pewno mniej czasochłonne i wymagające zdecydowanie krótszego czasu oczekiwania niż budowa domu od podstaw.

Co do kosztów, to trudno powiedzieć, która opcja stanie się bardziej opłacalna. Bywa bowiem i tak, że zakup domu jest o wiele droższy od jego budowy, chociaż na ogół jest oczywiście odwrotnie. Czasem też mankamentem jest to, że, kupując działkę pod budowę, od razu możemy zaprojektować ogród i cały teren do domu przylegający, a w przypadku zakupu budynku może to być problemem. Poza tym, nie zawsze uda się trafić z wymarzoną lokalizacją.

Ostateczna decyzja o tym, czy budujemy czy kupujemy, zależy oczywiście od samych zainteresowanych. Ważne, by po prostu w nowym domu jak najlepiej się mieszkało.

Źródło: ogospodarce.pl

Rodzina już nie na swoim?

Rządowy projekt „Rodzina na swoim” miał pomóc młodym małżeństwom w zakupie własnego lokalu lub budowie domu. Idea jest prosta – państwo dokłada do raty za mieszkania – przykładowo – do raty w wyskości 2 tysięcy złotych można było otrzymać około 700 złotych. Dzięki programowi mogło usamodzielnić się już wiele osób, jednak szykują się zmiany.

Program „Rodzina na swoim” od początku swego istnienia cieszył się dość dużym zainteresowaniem, pojawiały się opinie, że praca, którą wykonali twórcy projektu przyniosła oczekiwane skutki.

Kwota takiego dofinansowania od państwa zależała oczywiście od celu kredytowania (na budowę czy na zakup), od tego, czy zakuiony był na rynku pierwotnym czy wtórnym, oraz parametrów lokalu – powierzchni użytkowej czy wartości nieruchomości. Program kusił możliwością otrzymania nawet 50% ulgi na spłatę kredytu – przez pierwsze osiem lat jego spłaty, co było propozycją bez wątpienia atrakcyjną.

Tylko w 2009 roku z akcji skorzystało około 30 tysięcy młodych osób, a szacuje się, że w tym roku może to być liczba nawet dwukrotnie większa. Tymczasem zaproponowano zmiany w projekcie, które zmieniłyby pulę osób do których oferta pierwotnie była kierowana, jednak przede wszytskim – wpłynęłyby znacznie na jej cele i założenia. Między innymi, z oferty mogłyby korzytsać nie tylko rodziny, ale i single, zdecydowano się jednak ustanowić granicę wieku uczestników projektu (do 30 roku życia). Nieruchomości pochodzące z rynku wtórnego nie mogłyby już być finansowane kredytem preferencyjnym. Dodatkowo, cały projekt miałby zostać zakończony z dniem 31 grudnia 2012 roku,

Wiąże się to z długoterminową polityką mieszkaniową państwa, która tłumaczona jest koniecznością oszczędności. Między innymi, już od przyszłego roku mogą wzrosnąć czynsze w lokalach komunalnych. Ponadto, nie będą one przyznawane dożywotnio, nie będzie tez prawa do ich dziedziczenia.

Stanowiska wobec propozycji zmian są różne, jednak w wiekszości nowe pomysły rządu są keytykowane. Rząd zapewnia, że takie zmiany to konieczność, bo państwa nie stać na wydatek rzędu kilku miliardów zotych, jaki niosłaby ze sobą taka polityka mieszkaniowa.

Źródło: ogospodarce.pl/